Pytanie. JKM działa dla siebie i tylko dla siebie, czy działa dla siebie i w imieniu? Mogę pomóc w pierwszej części pytania. Dla mnie jest oczywiste i nie podlegające dyskusji, że JKM działa dla siebie, bo z kolejnych partii JKM nikt i nic nie ma.
Użytkownicy Portalu Kontrowersje.net, który redaguję i administruję, przekazali mi informację, że Pan Janusz Korwin Mikke odniósł się na Portalu Wpolityce, do mojego tekstu opublikowanego na Portalu Nowy Ekran. Ten zabawny wstęp jest dość charakterystyczny dla działalności Pana JKM, sam zdecydowałem, że będę konsekwentny. Zamieszczam odpowiedź na Portalu Nowy Ekran, chociaż mógłbym to zrobić na Salonie24, żeby ciuciubabce stało się zadość. Ale do rzeczy, czyli do wypowiedzi Pana JKM zawartej w tekście: „UWAGA! Dywersja! "Melduje więc, że nie zamierzam ani umierać, ani wycofywać się z polityki...".
1)Nie organizowałem zbiórki podpisów. W ogóle tym się nie zajmowałem - uważając, że jest to banalne zadanie. Apelowałem tylko na blogach - i na ostatnie trzy dni włączyłem się w zbiórkę podpisów w Warszawie. To pierwszy i ostatni raz kiedy posłuchałem ludzi twierdzących, że nie powinienem wszystkiego robić sam...
Jeśli po tym zdaniu ktokolwiek ma wątpliwości, że w NP panuje absolutny chaos organizacyjny i pospolite ruszenie, to na pewno ja nie jestem kimkolwiek. Jak na Pana JKM, logicznego i słynącego z prostych recept na skomplikowane zagadnienia, kila niekonsekwencji w jednym działaniu, to dyskwalifikacja. „Nie organizowałem, w ogóle się nie zajmowałem, apelowałem na blogach”. Tłumacząc to na język logiki i faktów, zdanie musi brzmieć następująco: „Zajmowałem się zbiórką podpisów amatorsko, traktowałem to jako hobby, od czasu do czasu śląc apele na blogu. Gdy się okazało, że moje amatorskie działania i amatorstwo ludzi NP, przynoszą tragiczny efekt, osobiście zaangażowałem się w zbiórkę podpisów, czyniąc amatorce zadość.”. Brzmi to jak tłumaczenie gimnazjalisty przed kartkówką, który wspomina coś o migrenie i paluszku wsadzonym między drzwi, ale to jeszcze nie jest największy kwiatek. JKM uważa, że zbiórka podpisów jest banalna, przy takiej diagnozie zadanie można powierzyć banalnym ludziom, nie wiem: akwizytorom, dorabiającym na piwo studentom, ulicznym grajkom itp. Okazuje się, że to banalne zadanie przerosło członków partii, która ma ambicje posprzątać Polskę z absurdów. Wniosek? Sam JKM przebierze się ze smokingu w ubranie robocze i osobiście zajmie się banalnym zbieraniem podpisów. Jeśli szef NP zgromadził wokół siebie bardziej banalnych ludzi niż przeciętny akwizytor i dlatego sam musi się brać za banały, to ja się spytam wprost. Jak to świadczy o skuteczności NP i jakie to daje nadzieje, że ta partia podoła zadaniom niebanalnym, gdy jej szef będzie wylewał pot na banały? Dyskwalifikacja, gorzej niż socjalizm, bo żaden I sekretarz nie pozwoliłby sobie na taką jednoosobową centralizację komórki politycznej do zadań banalnych.
2) P.Zietek ma opracowaną metodę, dokładnie opisaną, za której stosowanie miałby poważne nieprzyjemności, gdyby ktoś Go poważnie chciał potraktować.
Tutaj nie ma z czym dyskutować, to już jest albo skrajne lenistwo i beztroska albo sympatia do socjalistów. Pan JKM zna metodę Ziętka, sam jej nie zastosował, w dodatku nie skorzystał z możliwości, aby Pan Ziętek za swoją, jak podejrzewam nieuczciwą metodę, poniósł konsekwencje. Coś się nie zgadza. Albo Pan Ziętek, prosty socjalista, uczciwie poradził sobie z banalną czynnością, w dodatku bez najmniejszego wysiłku i osobistego zaangażowania, albo poradził sobie nieuczciwie i jest doskonała okazja, by się pozbyć związkowego socjalizmu. Pan JKM nie korzysta z żadnej okazji, nie traktuje poważnie metody Ziętka, ani do zbierania podpisów dla NP, ani do wyrugowania PPP. Obie postawy są dyskwalifikujące.
3) Nie prowadzę fanklubu - i z całą pewnością do działalności politycznej sporo dopłacam.
Trudno się odnosić do deklaracji, wyrażonej w formie opinii, ale nawet i to wydaje się być kompromitujące dla konserwatywnego liberała. Na opinię mogę odpowiedzieć opinią – owszem prowadzi Pan fanklub i to widać niemal w każdym miejscu Pana działalności. Umówmy się, że Pana zwolennicy są nieco starsi od fanów Pani Doroty Rabczewskiej, w czym nie ma nic złego. Pytanie tylko dlaczego w partii konserwatywnej, która z natury rzeczy powinna być skierowana do ludzi dojrzałych, wokół jednego prezesa kręci się może jeszcze ze trzech członków/zwolenników w wieku biblijnym, właściwie jedyny mi znany to Michalkiewicz, natomiast reszta to fani krzyczący: „JKM, JKM”, po każdym wybryku Pana JKM, a za ostatni uważam JPIII. Odpowiedź jest prosta, ponieważ wszystkie partie Pana JKM zawsze się opierały na JKM, a sam JKM miał ofertę "polityczną" na poziomie dorastającej, zbuntowanej młodzieży.
JKM posługuje się językiem i przekazem tego przedziału wiekowego, dojrzali konserwatyści i liberałowie co najwyżej uśmiechną się z sentymentem, na widok idei, która przybrała infantylną postać, tak kompromitującą, że strach się za nią brać. Nie tylko fanklub, ale jakiś rodzaj pajdokracji uprawia Pan JKM, żaden dorosły i poważny konserwatysta i liberał nie będzie sobie brał na grzbiet kolejnych „wrzutek” Pana JKM: Hitlera, kalekę, babę pozbawioną nauk ścisłych i ostatnie porównanie Palikota do papieża. Proszę mi nie tłumaczyć, czy w tych stwierdzeniach jest prawda, czy fałsz, proszę mi wytłumaczyć dlaczego JKM posługuje się językiem dyskwalifikującym polityka, a zwłaszcza polityka konserwatywnego. Dlaczego JKM rzuca hasła do zachwyconej dzieciarni, bo to takie luzackie i wolnościowe „nawijki”: „ale im…prawda, tego, że aż kredki wypadły z tornistra”. JKM infantylizuje ideę, a oświadczeniem, że do polityki dopłaca po raz kolejny wykazuje swój brak skuteczności, w dodatku podszyty socjalizmem, bo czym innym jest dotowanie działalności, jak nie socjalizmem.
4) to nie "zwolennicy JKM przeszli do JP III". Zwolennicy JKM - co wykazałem i napisałem - pozostali w domach, albo zagłosowali na PR. Do JP III przeszedł "elektorat protestu", o który zawzięcie walczyłem.
Znów trzeba uporządkować tę chaotyczną diagnozę stanu rzeczy i ponownie wypowiedź JKM kompromituje samego JKM, jak i całą NP. Niczego Pan JKM nie wykazał, swoim zwyczajem rzucił parę luźnych uwag, bez przedstawienia wiarygodnych danych. Zwyczajnie wziął dane z PKW i zinterpretował tak jak jest mu wygodnie. Fakty są następujące. Około 150 tysięcy zagłosowało na JKM, dotąd JKM z poparciem nie schodził poniżej 250 (około). Co Pan JKM uczynił z tymi liczbami? Otóż zwyczajnie uznał, że 100 tysięcy zostało w domu, co najmniej 100 tysięcy. Na jakiej podstawie? 100 tysięcy to są promile głosów, a Pan JKM zestawiał jakieś procenty z PJN. Połowa ze 100 tysięcy, będzie połową promili, nie wiem może 0,3%, wiec rachunki Pana JKM można sobie między baśnie włożyć. Nie jest w stanie odwodnić, że 50 tys, czy może 20 tysięcy zwolenników NP nie poszło na wybory i nie oddało głosu na Palikota, bo to są operacje na dziesiętnych, a nie na procentach, które beztrosko poukładał analityk Korwin Mikke. Pan JKM ma 100 tysięcy usprawiedliwień: „byłem chory, zostałem w domu”? Pan Kowalski może sobie powiedzieć, że 100 tysięcy poszło na piwo, a Pan Nowak, że wyjechało do Izraela, będzie to równie precyzyjne „wykazanie”, jak „analiza” Pana JKM. Sam również nie posiadam koronnych dowodów, ale na podstawie wypowiedzi młodzieży JKM widać otwarte opinie, które świadczą fatalnie o inteligencji niektórych członków NP, jakoby Palikot był antysystemowym mesjaszem. Poza tym są również proste i oczywiste informacje: „głosowałem na JPIII, niech pogoni bandę czworga”. Kij się odwinął i zamachnął dziećmi rewolucji na wodza rewolucji.
Pan Janusz Korwin Mikke sam wykazuje, że jest politykiem wyjątkowo nieudolnym, na każdym froncie politycznej działalności. Polityk, który nie potrafi przejść przez formalne etapy politycznej działalności, chociaż diagnozuje je jako banalne, nie powinien się za politykę brać. Polityk, który przedstawia się jako radykalny liberał i beztrosko oświadcza, że do polityki dopłaca, w dodatku niemało, nie powinien się za politykę brać. Konserwatysta, który posługuje się młodzieżowym slangiem, kreuje się na kogoś w rodzaju hrabiego Dzieduszyckiego, który opowiada zabawne dykteryjki, jak to było przed wojną, a w wypadku JKM, za króla Ćwieczka, nie powinien się za politykę brać. Ten smutny schemat działalności nie jest incydentem, to jest permanentny stan rzecz utrzymujący się blisko przez dwie dekady. Przez prawie 20 lat nie udało się w Polsce zbudować poważnej formacji konserwatywno-liberalnej, która dotarłaby do poważniejszych ludzi, niż rozemocjonowana grupa młodzieży, krzycząca: „uwolnić maryhę”, „precz z kalekami w szkole”. Dla tej młodzieży labilnej emocjonalnie nie ma znaczenia, kto realizuje ich marzenia „liberalne”, czy robi to prawicowy ekscentryk, czy lewacki, sztuczny produkt salonów i esbecji.
W konkluzji zawieram jedno stwierdzenie i jedno pytanie. Powyższy rozpaczliwie nieudolny obraz działalności politycznej JKM, w mojej ocenie nijak nie przystaje do intelektu JKM. Gdyby takimi fajerwerkami politycznej ignorancji i indolencji popisywał się byle wiejski Jasio, przyjąłbym zjawisko z naturalnym uśmiechem. JKM nie jest Jasiem, gdy się przyjrzeć temu co robi, jedno mu się udaje fantastycznie. Nie ma w Polsce bardziej znanego konserwatysty liberalnego niż JKM. Czy Szanowni Państwo już czują bluesa? JKM jest wybitnym menedżerem, on jest nieskuteczny w budowaniu politycznej formacji, ale własną pozycję wzniósł na wyżyny, w dodatku przy minimalnych środkach i hobbystycznym wkładzie własnym. Efekt jest taki, że JKM kojarzy się w Polsce jako jedyny, tudzież nieliczny, który może zbudować konserwatywno-liberalną partię i tę misję powierza się mu „enty” raz, zaś JKM robi wszystko i na poziomie politycznego wiejskiego Jasia, żeby do stworzenia takiej partii nigdy nie doszło. W tym roku posunął się nawet do blokady formalnej, wysyłanie pocztą podpisanych list, jest niczym innym jak sabotażem, bo jak ten idiotyzm wytłumaczyć? Dzięki temu wybiegowi formalnemu JKM ma potężne marketingowe narzędzie, może być medialnym języczkiem u wagi, człowiekiem, który jest władny odwołać wybory. Naturalnie przy tych wynikach nic takiego nie nastąpi. Jakby się stało przy wynikach odwrotnych już nigdy się nie dowiemy, ale narzędzie było doskonałe.
Pytanie. JKM działa dla siebie i tylko dla siebie, czy działa dla siebie i w imieniu? Mogę pomóc w pierwszej części pytania. Dla mnie jest oczywiste i nie podlegające dyskusji, że JKM działa dla siebie, bo z kolejnych partii JKM nikt i nic nie ma. Oprócz maglowania nazwiska JKM, żadna formacja JKM nigdy i niczego do polskiej polityki nie wniosła. Spytać tak zwanego przeciętnego o trzy nazwiska członków NP, czy UPR, to usłyszymy klasyczne: „yyyyyy”. Mało tego, powiedzieć UPR lub NP, też niewiele więcej usłyszymy. Wolność i coś tam w dodatku jakiś Włocławek, czy Skierniewice, to już czysty kabaret. Dopiero przy magicznych słowach Janusz Korwin Mikke padnie konkretna odpowiedź: „A to ten oszołom od Hitlera. Wiem, to ten wariat co dziecko zaatakował na wózku inwalidzkim. Ach ten pajac, co Palikota do papieża porównał”. I z tym w Polsce od 20 lat kojarzy się konserwatyzm liberalny. Gorzej, konserwatywny liberalizm w ogóle się nie kojarzy. JKM zamordował swoją osobą konserwatywny liberalizm, On w najmniejszym stopniu nie wypromował tej idei, on doskonale wypromował siebie i sobą nakrył ideę, jednoznacznie deklaruje, że nadal będzie to robił. W tym kontekście i ocenie, freudowska tytułowa „dywersja” nabiera interesującego znaczenia. Działalność JKM zawiera wszystkie cechy dywersji, z ośmieszeniem i blokadą idei na czele. Czy to jest działanie indywidualne, czy zlecone powiedzieć nie potrafię. Wiem natomiast jedno, że intratne i popkulturowe. JKM, wbrew temu co twierdzi, nie ma żadnej blokady medialnej, co miesiąc można Go zobaczyć w TV lub usłyszeć komentarze na temat jego osoby, to jest postać medialna. Przy tak łatwym chlebie, z dywersji JKM wycofa się dopiero po śmierci, bo głupi nie jest, wręcz przeciwnie – swój rozum ma.
Wybory na pewno były fałszowane, dysponuję KONKRETNYMI, weryfikowalnymi dowodami:
Wybory do parlamentu były fałszowane! A gdzie byli mężowie zaufania?

Jest tylko jedna osoba, która autentycznie może ten tekst przeczytać i nie znaleźć w nim nic sensownego: Janusz Korwin-Mikke...
Tyle energii, tyle czasu, wkładasz aby zdyskredytować Człowieka, na którego ugrupowanie Państwowa Komisja Wyborcza wykazała po demokratycznych wyborach 1% głosów. Odczuwam, że uważasz Go za Samo Zło.
Czy sądzisz że ludzie, za których ugrupowaniami opowiedziało się (według komunikatu PKW) pozostałe 99% Polaków nie są warci Twojej uwagi i chociaż odrobiny [ironicznej] krytyki?
UPR bezkorwinowy stopniowo uda się ucywilizować, byle kierować ich w kanon katolicki, w KNS. To wystarczy, zobaczą jak liberalizm trudno pogodzić z katolicyzmem, z nauczaniem Boga, zatem skąd się wziął? Od diabła samego.
Nawet gra z PKW wydaje mi się podejrzana. Gdybym był wodzem jakieś nurtu politycznego startującego w wyborach, to kazałbym zarejestrować listy w 25, a lepiej 30 okręgach DLA PEWNOŚCI, bo wiem że system będzie się czepiał, że będzie faulował. Jednak to już nie czasy Partii X i uwalenie paru okręgów nie przejdzie tak łatwo jak w 1991 byle mieć zapas tysięcy podpisów. Z koniem się można kopać, ale lepiej nie...
Zatem JKM grał od początku na taki numer. Chciano też w to włączyć NE, ale nie całkiem się im to na szczęście udało, m.in ŁŁ dostrzegł w co oni grają, w co nas pakują, co szykują gdyby wygrał PiS, bądź była inna potrzeba. NE był jednak "za mały" na podważenie wyborów, więc "uszyto" bardziej medialne skopanie Nowej Prawicy w czym brał udział sam ich... szef. Trudno będzie w to uwierzyć jego wyznawcom, to jak w sektach, ten sam mechanizm zaprogramowania, uwielbienia guru.
Liberalizm konserwatywny to socjalizm niesocjalistyczny. Nie ma czegoś takiego. Albo ktoś jest konserwatystą, albo liberałem. Duch czy mamona? Bóg czy Szatan?
I to uważam za największą jego zasługę!!!! (Poważnie - tak jak zasługą największą Balcerowicza było skompromitowanie UD).
Druga sprawa - za PRLu wyjechał za granicę i wrócił. Jakieś tam ustalenia z SBcją mogły być. Widziałem kiedyś film, jak student pyta go o te sprawy i JKM nie chciał odpowiedzieć...
Mimo wszystko porównując te dwie wątpliwości, one mają się nijak do wątpliwości dotyczących bandy czworga...
Fikke-Mikke swą pracą, różną - czasami ciężką, czasami podejrzaną, często też nieopłacalną, w najpełniejszej z pełni zasłużył sobie na bycie ikoną konserwatywnego liberalizmu i, niestety nasza Kurko, choćby pluło tysiąc atletów, póki żyje - procent ma. Czasem nawet dwa :]
Kurka, gdybyśmy do wyboru miały los nasz Tobie lub z Fikke-Mikkemu powierzyć, to sorki, ale wybacz.
A co mi tam: napiszę wprost. Chwalenie się poglądami konserwatywno-liberalnymi uważam za równoznaczne z chwaleniem się głupotą. Nie można oddzielić gospodarki od reszty życia społecznego. Jeśli ktoś twierdzi, że w gospodarce ma być liberalizm a poza nią konserwatyzm, to jest idiotą albo ma mentalność pańszczyźnianą. Chłop po odrobieniu pańszczyzny szedł do domu, gdzie mógł być konserwatystą. Kolibry chcieliby tak samo, tyle że pańszczyznę zastąpiono liberalizmem.
Wszystko niby na wesoło, alekto wie.
Moim zdaniem jednak człowiek pokroju JKM jest niesterowalny, nawet biorąc pod uwage służby i ich metody "siłowe".
To pokazuje, że samym swoim działaniem nic się nie zdziała, gdy się nie ma przychylności mediów, to pokazuje, że media mogą z każdego zrobić oszołoma.
Oczywiście brak przychylności mediów to też wina polityka. Polityk może zdobyć przychylność mediów jeśli tylko będzie tego chciał. Wystarczy, że stanie się lewicowcem, zacznie głosić lewicowe slogany itp...
Ja piszę, że dzielenie liberalizmu na gospodarczy i społeczny jest bez sensu, a Pan mnie pytasz w czym to co uznaję za bez sensu różni się od czegoś innego.
Prawidłowe pytanie może brzmieć: w czym liberalizm koliduje z konserwatyzmem. A to jest dość oczywiste. Kluczowym jest stosunek do wspólnoty społecznej. Dla liberałów jest to ograniczenie (indywidualizm) stanowiące co najwyżej ramy realizacji indywidualnej wolności. Dla konserwatysty jest to wartość.
To ma rozległe konsekwencje. Z tej postawy konserwatysty wynika postawa odpowiedzialności. Liberał nie musi się kierować zasadą odpowiedzialności. Jemu wystarczy maksymalizacja sumy korzyści.
Kiedy zasady moralne kolidują z dążeniem do maksymalizacji korzyści, można (według Friedmana nawet należy) je zignorować (obowiązują jedynie zasady prawne). Taka postawa okazuje się nie być społecznie akceptowana, a suma korzyści jest maksymalna tylko lokalnie i chwilowo. Wymyślono więc konserwatywny liberalizm, który powiada: możesz być skurwysynem, ale tylko w pracy. Problem w tym że współcześnie pracę od życia poza pracą oddzielić coraz trudniej.
Wystarczająco konkretnie?
> Jemu wystarczy maksymalizacja sumy korzyści.
Jest dokładnie odwrotnie. Utylitaryzm to moralność antyliberalna, a liberalizm jest zgodny z moralnością chrześcijańską. Uzasadniłem to tu: http://gps65.nowyekran.pl/post/19918,utylitaryzm
http://img638.imageshack.us/img638/6853/fikkemikke.jpg
2. Tak samo nadinterpretacją jest tożsamość indywidualizm=egoizm (choć znowu daje się to jednostronnie uzgodnić).
Jestem konserwatystą w sprawach obyczajowych, a liberałem w sprawach gospodarczych, czyli, wychodzi na to, że jestem cudakiem ??
"Duch czy mamona? Bóg czy Szatan?"
Złodziej ZUS, czy rzekomy dobroczyńca OFE ? ZUS jest Bogiem, to czy to OFE jest Szatanem ?
"zobaczą jak liberalizm trudno pogodzić z katolicyzmem"
z tym bardzo łatwo można sobie poradzić, np. nie krytykować tych, co chcą krzyża i jednocześnie nie popierać tych, którzy krzyża nie lubią, to w końcu można, czy nie można być konserwatywnym liberałem ??
Proszę nie oczekiwać odpowiedzi na absurdalne pytanie.
Gdyby chcieć policzyć ilość błędów logicznych popełnionych przez osoby nazywające siebie konserwatywnymi liberałami, to można by książkę grubą napisać. To jest tylko przyczynkiem do osądu tego dziwoląga (jak nowy poseł babo-chłop). W mojej ocenie im bliżej czystego liberalizmu, tym większy prymitywizm intelektualny.
Skoro M. Kajdas tak jak i ja uważa iż nie można być równocześnie liberałem i konserwatystą, to znaczy że według nas nie istnieje coś takiego jak konserwatywny liberalizm. Pan może powiedzieć: ja uważam, że konserwatywny liberalizm istnieje i to kończy dyskusję. Jeśli jednak stawia Pan pytanie, najwyraźniej próbuje Pan nawiązać dialog. Nie można w rozmowie posługiwać się terminami, które dla rozmówcy są niezrozumiałe i oczekiwać racjonalnej odpowiedzi.
> Jestem konserwatystą w sprawach obyczajowych, a liberałem w sprawach gospodarczych, czyli, wychodzi na to, że jestem cudakiem ??
To pytanie jest postawione poprawnie.
Odpowiedź na nie jest bardzo prosta. Prawdopodobnie jest Pan liberałem, który akceptuje pewne normy ustalone przez konserwatystów. Absurdalność pretensji do nazywania się tylko z tego tytułu konserwatystą pokażę na przykładzie. Jak niektórzy wiedzą, Deklarację praw człowieka sformułowali chrześcijanie, odwołując się do swojego systemu wartości (aczkolwiek podjęto wysiłek pozbawić te zapisy kontekstu religijnego). Czy z tego tylko tytułu iż muzułmanin zaakceptuje zdefiniowane tak prawa człowieka, można go nazwać muzułmanino-chrześcijaninem? Resztę dopowie sobie Pan sam (może to być pożyteczne lekarstwo na wychodzenie z liberalizmu).
szach i mat :)
faktycznie ma Pan rację, z logicznego punktu widzenia musi ktoś być, albo liberałem, albo konserwatystą :) (mówimy głównie o przestrzeni światopoglądowej), tzn. konserwatystą będzie ten, kto rozumie ten stan rzeczy, a liberałem będzie ten, kto zaakceptuje taki stan rzeczy i konserwatywny liberalizm to tylko połączenie "dla marketingu" (inaczej mówiąc dla uproszczenia) tych dwóch pojęć...
tak więc, ten muzułmanin jeśli był konserwatystą, to przyjął bez oporów Deklarację praw człowieka, bo rozumiał słuszność haseł z niej płynącej pomimo, iż Deklaracja pochodziła od całkowicie obcej kultury i ...
analogicznie, jeśli ten muzułmanin był liberałem, to przyjął Deklarację praw człowieka, bo zaakceptował słuszność haseł zawartych w Deklaracji, mimo, iż Deklaracja pochodziła od obcej kultury
Uważam, że w takim razie nie ma socjal - liberałów, tzn. są albo socjaliści, albo liberałowie - co Pan o tym sądzi ? I czy jako liberał mam moralne prawo pouczania socjalisty do tego, co może być pożytecznym lekarstwem dla niego w wychodzeniu od socjalizmu. Czy w takim razie takie nadprzyrodzone prawa do pouczania innych ma tylko konserwatysta ? Już wiem, że jestem dziwakiem, ale czy również prymitywem ?? - tu cytując bezpośrednio:
:::Jerzy Wawro 15.10.2011 06:33:03 :::"W mojej ocenie im bliżej czystego liberalizmu, tym większy prymitywizm intelektualny."
warto w tym miejscy dodać, że w gospodarce wolnorynkowej taka konkurencja pojawia się nie tylko wówczas, gdy obywatele danego kraju sami tworzą własne firmy (pozyskiwanie kapitału z rodzimego rynku lub z jakiś instrumentów finansowych wspierających rozwój przedsiębiorczości), ale także, gdy przychodzi z zewnątrz, z zagranicy, w postaci BIZ (bezpośrednich inwestycji zagranicznych), które obok wewnętrznego popytu i eksportu są bardzo ważnym czynnikiem wzrostu gospodarczego, już nie wspomnę, że gospodarka wolnorynkowa sprawia, że ludzie mają po prostu więcej pieniędzy i albo inwestują te pieniądze w coś konkretnego (własne firmy) albo zwyczajnie oszczędzają (instytucje finansowe mają więcej depozytów = więcej instrumentów finansowych wspierających rozwój przedsiębiorczości), tych plusów z gospodarki wolnorynkowej jest jeszcze co najmniej kilka, pozwólmy zatem Panu Wawro aby je wymienił...ciekawe czy to zrobi ??
Może nie rozumiecie co to jest? Może te wyjaśnienia Wam pomogą?: http://gps65.nowyekran.pl/post/25776,konserwatywni-liberalowie
> Deklarację praw człowieka sformułowali chrześcijanie,
> odwołując się do swojego systemu wartości
Nie. Prawa człowieka z deklaracji ONZ są sprzeczne z prawami naturalnymi uznawanymi przez chrześcijaństwo. Uzasadniłem to tu: http://gps65.nowyekran.pl/post/4568,prawa-czlowieka